rekomendacje, film
Jestem Legendą
Notka patykiem pisana bo i film oglądałem półgębkiem.
Snuje się Will po ulicach, snajperkę taska, do psa się czasem odezwie, poszaleje autem po ulicach Nowego Jorku. Czasem jakiś wirus zbada.
Nuda panie. Dłużyzna. Wykorzystano nieźle scenografię, spisał się operator, ale scenariusz jakoś (copyright szwagierka Kasia) dupy nie urywa.
Mozna spokojnie sobie odpuścić albo pożyczyć jeszcze raz 28 dni później, lub kontynuację. Tam przynajmniej borostwory zmutowane jakieś takie bardziej niefajne bo mniej komputerowe.
Dobra rola psa :).
Nieznajoma
Wybraliśmy się do legnickiego Piasta na film Nieznajoma, bo reżyser podobno dobry, bo recenzje internautów pozytywne, bo mglisto, szaro i mży.
Na seans przyszły 2 osoby, licząc z nami, więc grzecznie poczekaliśmy 5 minut, aż przyszły jeszcze dwie i film mógł zostać wyświetlony (ciekawe od ilu osób im sie opłaca i jaką część sezonu dokładają do interesu).
Korporacja (dokumentalny)
Obejrzałem w końcu ten dokument. Nie jestem wstrząśnięty, ani specjalnie nawet zaskoczony tym co zobaczyłem. Po filmach Michała Moore’a (który tu występuje jako gość) z ostrożnością podchodzę do takich rewelacji.
Jednak przyznać muszę autorom, że wzbudzili we mnie ogromną ciekawość, chęć zweryfikowania tego co mi pokazali i opowiedzieli.
Ultimatum Bourne'a
No i pan Bourne powrócił na nasze ekrany. Nie będę specjalnie się nad nim znęcał - film jak film. Prawie jak Bond można by rzec, nawet nazwisko podobne. Cała ta pangalaktyczna intryga, bieganie po dachach, walki i strzelaniny - wszystko to już gdzieś widzieliśmy. Sprawdza się motto, że "prawie robi wielką różnicę".
28 tygodni później
Jeden wieczór i dwa filmy - to naprawdę powyżej naszej średniej oscylującej w okolicach 0.001 filmu na tydzień. Ale do rzeczy.
28 dni później było sporym zaskoczeniem. Oto film o było nie było zombiakach (no dobra - zarażonych wirusem zmieniającym ludzi w agresywne potwory zjadające innych ludzi) odnosi całkiem znaczący sukces. Na dodatek krytycy i widownia oceniają że wniósł on nieco świeżości do gatunku.
The Simpsons
Raz na 2-3 tygodnie udaje się coś nam wspólnie z Magdą oglądnąć. Tym razem do czytnika trafił kinowy film o żółtej, wyłupiastookiej rodzince. Przyznam, że dawno się tak nie bawiłem i wielka szkoda, że simpsonów nie pokazują w żadnej telewizji do jakiej mam dostęp, kolejne sezony się kręcą a film na pewno zyska tej serii nowych fanów.
Wszystko jest Iluminacją
Wykosztowałem się (5zł) i wypozyczyłem Everything Is Illuminated, a na drugi dzień leciało na Cinemax 1, ale nic to, warto było bo:
1)świetny film,
2)świetna historia,
3)pośmiać się i popłakać można,
4)sceny dodatkowe (niewykorzystane w filmie) – czyste szaleństwo twórców, aż dziwne że żaden oszołom nie zgłosił tego jako obrazę swojej (krystalicznej) moralności…
300 hannibali i fontanna
Ostatnio jakimś cudem obejrzeliśmy wspólnie z Magdą kilka filmów. Cudem bo Emilka chyba w końcu nauczyła się zasypiać w miarę regularnie po wieczornej kąpieli i mamy swoje 3 godzinki wolnego po 20, które idealnie nadają się na kolację i jakiś film.
Recenzja A Scanner Darkly (Przez Ciemne Zwierciadło)
Ponownie zapraszam na Shadowrun Polska, tym razem celem przeczytania recenzji filmu A Scanner Darkly świetnej adaptacji powieści P.K.Dicka Przez Ciemne Zwierciadło.
Bardzo polecam film, a recenzję tylko jeśli nie wiecie czy warto go obejrzeć.
Trzy razy film
Co też zostało mi w głowie po majowych doznaniach z gatunku kultury masowej?
Na początek rewelacyjny Tommy Lee Jones jako główny bohater i reżyser filmu “Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady”. Coś siedzi w tym obrazie, głęboko ukryte, nienamacalne, ale intrygujące. Spodziewając się westernu zaskoczony byłem początkiem zupełnie jak z filmu Lyncha lub prozy Kinga – małe miasteczko gdzieś przy granicy z Meksykiem, zapyziała społeczność, obowiązkowy bar gdzie wszyscy dostają dolewki kawy. Wkrótce na scenie pojawią się główne i poboczne postaci – jakby wyjęte z Lynchowskich miasteczek i filmów, ze swoimi tajemnicami, grzeszkami, układami. Miasteczko jednak dość szybko opuszczamy i film zmienia się w kino drogi, niemalże westernowe. Niemalże, bo doszukamy się tu raczej metaforycznego starcia dobra ze złem (a może raczej honoru i człowieczeństwa z kłamstwem i skundleniem) niż pojedynków w samo południe. Film trzyma za cojones od samego początku; świetni aktorzy i piękne meksykańskie widoki – tylko oglądać!
