felietony
Nowy wspaniały świat
Czasem człowiek nawet nie wie że coś potrafi, zanim tego nie spróbuje.
Mama i tato często czytali mi do snu, a babcia żeby mnie czymś zająć przez cały dzień pokazywała mi literki i cyferki, chociaż nie chodziłem jeszcze do szkoły.
Tego wieczoru rodzice oglądali jakiś film i zapomnieli o mnie, mi nie chciało się wcale spać, a książka leżała sobie przy łóżku. Wtedy kolejne przygody mojego ulubionego bohatera były co najmniej taką rozrywką jak najnowszy odcinek ulubionego serialu, nie mogłem się doczekać!
Reklama - fascynujący kameleon
Dziś troszkę o mojej obsesji reklamowej. Mam fioła na punkcie karmienia nas paszą promocyjną. Nie znam się szczególnie na temacie, więc jeśli trafią tu jacyś specjaliści – potraktujcie to jako raport z konsumenckiej strony barykady.
- Fascynacja
Siedzę przed telewizorem. Właśnie skończyły się Wiadomości. Moja żona i teść wpatrują się w ekran, ja z nimi. Na co patrzymy? Na reklamę soku owocowego. Widzieliśmy ją już 10 razy, ale i tak patrzymy. Proszki, kremy, podpaski. Czasem ktoś rzuci “O matko znowu ta denna reklama Ariela”... Ale i tak patrzymy.
Prawie jak Kiedyś
(tekst archiwalny, publikowany na gildia.pl)
"Ręce spociły mi się już w autobusie. Ściskany w dłoni plik banknotów był już cały mokry kiedy wręczałem go facetowi za ladą mówiąc drżącym głosem - "poproszę nową płytę S...". Szybko zabrałem skarb do domu i położyłem na półce obok zdezelowanej pseudo-wieży Techinkcsa. Teraz należało zachować spokój, wyczekać aż rodzinie skończą się pomysły na zajęcia dla najmłodszego - posprzątaj pokój, odkurz, wynieś śmieci, chodź na obiad... [Cholerne obiady, gdybym słuchał muzyki zamiast jeść w wieku lat 25 nie wyglądałbym jak Jack Black z Tenacious D :-)]. No w końcu, chyba mam czas dla siebie. Kaseta szybko zostaje rozpakowana, z namaszczeniem oglądam wkładkę, czytam każde słowo (nawet niezrozumiałe podziękowania), przypatruję się grafikom w środku... W końcu nadchodzi czas na całkowite oddanie się Muzyce. Wkładam kasetę do kieszeni magnetofonu, gaszę światło. Słuchawki podłączam już 'na ślepo'. Kładę się wygodnie, zamykam oczy i wciskam "play". Szum powoli sączy się w uszy, za parę chwil zmieni się w dźwięki pierwszego utworu..."
Byle Jakoś(ć)
Żyjemy w świecie z powieści SF. Otoczeni zabawkami za grosze, które kiedyś kosztowały miliony. Dzięki tym gadżetom możemy być zasypywani szerokim potokiem ludzkiej kultury. Kultury zakażonej bylejakością.
*KREACJA*
Nie trzeba dużych nakładów aby zacząć raczyć innych wytworami swojej wyobraźni. Film, muzyka, tekst i fotografie - wszystko to można tanio wyprodukować i upublicznić. Jednak tanio nie znaczy dobrze. Aparat za 200zł nie zrobi ładnego zdjęcia. Mikrofon za 20zł nie nagra czystego dźwięku.
Twórcy często poświęcają dążenie ku jakości - "nie mam środków na profesjonalizm, robię na tym co mam. Jakoś to będzie". Czy taka decyzja wpływa na proces twórczy? Zmienia podejście do samego dzieła?
